piątek, 12 września 2014

Rowery,choroba, wyjazd do Tijuany i dzień konstytucji Meksyku!

Ajajajajajajaj!!!!!

Na początku chciałabym bardzo podziękować wam, ponieważ gdy weszłam po 10 dniach na bloga i zobaczyłam 1800 odwiedzających to bardzo się ucieszyłam ok 1000 osób przeczytało mój ostatni wpis, DZIĘKUJĘ!!!

Oj dużo się zdarzyło od ostatniego wpisu, bardzo dużo!!!
Od początku:

28 sierpnia odbył się godzinny rajd rowerowy dookoła Los Mochis nocą, było fantastycznie, tyle że jak przystało na Meksyk było mega zwariowanie a przy tym trochę niebezpiecznie. Los Mochis naprawdę robi wrażenie nocą!!!Przepiękne miasteczko!! Było mnóstwo ludzi i przeróżnych, czasami nawet dziwnych, rowerów.

Ach już od dawna chciałam o tym napisać, ale ciągle zapominałam, teraz zrobiłam sobie listę co muszę napisać hehe. W Meksyku praktycznie wszystkie ulice są jednokierunkowe!!! Zrobili tak bo było za dużo wypadków i jadąc samochodem czy to do pracy, czy szkoły gdziekolwiek, możesz po drodze kupić wszystko: bukiety kwiatów, pluszowe świnki peppy, gazetę, truskawki i inne owoce. Zatrzymując się na światłach po prostu na ulicę wchodzą ludzie i sprzedają, a żeby tego jeszcze było mało to teraz był dzień konstytucji Meksyku i na ulicę powychodzili ludzie z flagami, koszulkami, szalikami,balonami z barwami Meksyku


Byłam na pierwszym spotkaniu Rotary,hmmm co tu napisać, praktycznie nie wiem co się działo na spotkaniu, ponieważ 90% spędziłam w łazience. Tak zaczęła się moja choroba. Byłam tylko chwilę w sali żeby wymienić się proporczykami i zrobić zdjęcie i nie wiem czemu ale wygrałam kubek termiczny.
Teraz czekam na kolejne spotkanie bo myślę, że bedzie fajnie

Tak... leżałam w łóżku przez 3 dni a wyjazd do Tijuany się zbliżał, już podjęłam decyzję, że nie pojadę bo miałam 38,5 gorączki a na następny dzień był wylot. Jednak rano się obudziłam i czułam się w miarę dobrze. Przyszła do mnie moja host mama koło 11 i mówi, że jeżeli dobrze się czuję to mogę pojechać, nie wiedziałam co mam robić, jechać czy nie hmmm. Po rozmowie z moją mamą mamą stwierdziłyśmy jednak, że mogę jechać, tylko muszę uważać co bede jadła. Tak więc miałam około 1h na spakowanie się pójscie jeszcze do lekarza i dojazd na lotnisko. No udało się jakoś się wyrobiłam chociaż moje rzeczy nie były za ładnie ułożone.Trudno.
Tak więc poleciałam do Tijuany.
Na lotnisku odebrali Honey, Carol i mnie nowi host rodzice z córką. Niesamowici ludzie!
Na początku pojechaliśmy coś zjeść a potem na plażę, przez którą przechodzi granica z USA!
Było niesamowicie ale woda zimna.


Czekając na lotnisku na samolot

Po przylocie do Tijuany

AAA prawie w USA



Potem pojechaliśmy do domu i taki był widoczek

Następnego dnia pojechaliśmy na dworzec autobusowy i tam juz czekali wszyscy wymieńcy z mojego dystryktu- 48, w tym 16 z Brazylii, 9 z Niemiec i 3 z Polski!!
Na początku pojechaliśmy autokarami do sierocińca pomóc. Po parować skarpetki, umyć podłogi, poskładać ubrania. Potem pojechaliśmy już do ośrodka się zakwaterować i zjeść. Tego dnia nie było żadnych zajęć ale mieszkaliśmy nad samym oceanem i mieliśmy 3 baseny więc mieliśmy co robić. Wieczorem po kolacji była miła niespodzianka dla Maite dziewczyny z Niemiec, ponieważ miała urodziny to dostała tort, wszyscy jej śpiewali sto lat. Potem gdy już miała kroić tort jeden z animatorów powiedziała, że u nich jest taka tradycja, że pierwszy gryz musi być ustami w ciasto bez rąk.....no i gdy się pochyliła.....wepchnął jej głowe w ciasto.....nie no smiesznie było... na szczęście dla wszystkich nawet dla Maite. A wieczorem była FIESTA. Jak to na brazylijczyków przystało tańczyli naprawdę dobrze.


Rano mieliśmy sniadanko a potem zawody. Były różne konkurencje: skakanie w workach, rzucanie jajkie, kręcenie hula-hop. Było bardzo śmiesznie w szczególności jak jedna dziewczyna łapała jajko 1 ręką i jej się rozbiło, było to bardzo efektowne. Potem mieliśmy czas wolny, więc bawiliśmy się w basenie. Po obiedzie były trochę nudne zajęcia bo było to samo co na meetingu w Bydgoszczy przed wymianą, jedyna różnica to taka, że mówili po angielsku. Tak więc prezentacja wymiana spełnienie marzeń czy koszmar?? Takir to było ciekawe, że jeden z wymieńców z Tajlandii zasnął hehe.
A potem znowu było jedzenie!!!!!
Pyszne nachosy, słone przekąski, żelki, lody, co dusza zapragnie. Wymienialiśmy się pinami, więc teraz moja marynarka jest cała w różnych flagach, butach, piłkach.
Wieczorkiem mieliśmy ognisko. Piekliśmy pianki i uczyliśmy się tańczyć brazylijskich tańców (masło maślane mi wyszło) Potem znowu był konkurs drużyn, musieliśmy ułożyć układ i piosenkę, czy może raczej hymn naszej grupy. Ja byłam w grupie białych.


Następnego dnia po śniadanku znowu spotkaliśmy się w drużynach, tym razem musieliśmy zrobić ubranie z gazety. My wylosowaliśmy św. Mikołaja. Zrobiłam przesłodkiego renifera z gazety.


Potem ogłoszenie wyników.
Niestety moja drużyna niczego nie zajęła, ale przy późniejszym losowaniu nagród z wizytówek wygrałam flagę meksyku<3




Po obiadku przyszedł czas na pożegnania.
Następnie przyjechała po nas moja host rodzinka i pojechaliśmy na wyśmienitą pizze.\
Jadłam też tam takie grube paluszki, podobno to są te grube części pizzy, z najostrzejszą oliwą jaką jadłam w życiu, ale była przepyszna. Potem wróciliśmy do domu i jadłam ( tak znowu jadłam) truskawki z mlekiem i mango. Jeny mango mają naprawdę przepyszne.
Następnego dnia mieliśmy jechać do USA ale Honey miała jakiś problem z wizą więc w sumie już byłyśmy przekonane, że nie pojedziemy. Ale ta rodzina porozmawiała tam gdzie trzeba i udało się o 4 po południu byliśmy w San \Diego i zajadaliśmy pyszne amerykańskie hamburgery!!!
Celnik na granicy był smieszny bo stałam razem z Carol przy nim i się pytał Carol czy mówi po portugalsku a mnie czy mówie po włosku... to było dziwne no ale ok.
Po pysznym obiadku pojechaliśmy na ZAKUPY!!!!!!!
Spędziliśmy w centrum handlowym 5 h z czego najwięcej w hollisterze.
Naprawde ceny są o wiele korzystniejsze niż w Meksyku czy w Polsce.
Potem wróciliśmy do domu i znowu jedliśmy.
Rano niestety musieliśmy już się żegnać bo o 10 musieliśmy być na lotnisku.
Niesamowici ludzie...<3 Już tęsknie<3




8 września w Meksyku obchodzony jest dzień konstytucji.Tego dnia w szkole zorganizowano fiestę i każdy musiał być ubrany w kolory narodowe. Było cudownie. Wszędzie flagi Meksyku, mariachi, konie pranie w prawdziwych meksykańskich sukniach i meksykańskie jedzenie!!!!!
Cudowny dzień. Potem poszłam na pilates i leciała słowiańska muzyka i tak mi się miło na sercu zrobiło <3







Jeej długi ten post. No trudno, jeżeli chciałam wszystko opisać to taki musiał być. Jeżeli dotrwałeś do końca to gratuluje. Jeżeli masz jakieś pytania, pisz w komentarzach z chęcią na nie odpowiem.
Dziękuję za to, że czytacie....jest to dla mnie bardzo ważne<3<3<3<3<3
Pozdrowienia z samolotu<3

środa, 27 sierpnia 2014

Po prostu Meksyk!!!

Co tu dużo pisać..........mam Meksyk<3

Kiedy we wtorek nie poszłam do szkoły bo odsypiałam spotkanie na łodzi, po południu moja host siostra wzięła mnie na kawę razem ze swoim przyjacielem, chłopakiem, dzięki któremu wiedziałam gdzie pojade (pisałam w 1 poście.....Był on rok temu na wymianie w Polsce) i dziewczyną z Niemiec. Była na prawdę super... no i mogłam porozmawiać po polsku.  Następnego dnia, był mój pierwszy dzień w szkole..........HMMMMM co mnie zaskoczyło.......WSZYSTKO:

*między lekcjami nie ma przerw, jest tylko 1 długa o 10.30 do11
*Na ławce możesz mieć Ipoda, Ipada, telefon, komputer, co tylko chcesz
*Ludzie cały czas puszczali coś z youtuba
*Mówią do pani od matematyki po imieniu
*mam matematykę i literaturę po angielsku
*każdego dnia są inaczej ustawione ławki, więc codziennie siedzi się inaczej
*Prace domowe są dla grup, trzeba się spotkać po lekcjach i je odrobić :>
*Jeżeli chodzi o przedmioty szkolne to też są kompletnie inne mam:
   etyke, hiszpański ale taki dla wymieńców, chemię, matematykę, literaturę,historię Meksyku i
przedmiot, który nie mam pojęcia co to jest i nazywa się hapilidades, miałam już 2 lekcje tego przedmiotu i
nadal nie wiem co to jest>>

Jeżeli chodzi czy coś rozumiem na lekcjach, to tylko na chemii i matematyce.
Stwierdzam, że bardzo lubię meksykańską szkołe <3

Po szkole zapisałam się na siatkówke. Mam ją w poniedziałki, środy i piątki.
Jest super. Co prawda nie mają sali gimnastycznej i treningi są na dworze i jest mega gorąco i jestem opalona w krótkie spodenki, ale jest super i trener jest śmieszny<3

Ponadto w Los Mochis mamy Country Club, jest to miejsce z 2 restauracjami, oddzielną siłownią dla kobiet i mężczyzn, 2 basenami, polem do golfa, trasami biegowymi i tenisem ziemnym. Jest to przesympatyczne miejsce. Chodzę tam we wtorki i czwartki na pilates, siłownie i pływanie.

W niedziele byłam w kościele i stwierdzam, że to było niesamowite przeżycie, jak u nas w Polsce msza jest praktycznie zawsze tak.....A tutaj nie ma np organisty tu gra cała orkiestra: kontrabas, skrzypce, 2 gitary, tamburyn, grzechotki, ksiądz nie mówi kazania przy ambonie, chodzi sobie po kosciele i zadaje pytania wiernym. Wszyscy śpiewają i to bardzo głośno. Na koniec mszy klaskaliśmy bo ktos miał urodziny. A gdy wchodzi się do kościoła to ksiądz się wita ze wszystkimi. A na koniec jak wychodziliśmy to ksiądz stał na dworze miał butelkę po poweradzie i lał wszystkich wodą swięconą...

A potem było TACOS!!!! Jej uwielbiam Meksykańskie jedzenie.

W poniedziałek wieczorem poszłam na pool party do Honey - dziewczyny z Korei, i znowu było niesamowicie. byli wszyscy wymieńcy i niektórzy rodzice. Pływaliśmy w basenie, jedliśmy pizze i nachosy.
Hmm musze przyznać, że meksykańska pizza jest równie dobra jak włoska.

Kocham Meksyk, kocham Meksykańskie jedzenie, Kocham Meksykańskich ludzi <3<3<3<3





wtorek, 19 sierpnia 2014

Podróż, lotnisko, nowy świat

JEEEEJ!!!!!

Jestem taka szczęśliwa, że jestem już na miejscu!!! To były bardzo długie 2 dni!
Zacznę od początku:

Kiedy przyjechałam na lotnisko razem z rodzicami, bratem i babcią!!! myślałam, że się nie ogarnę, nie wiedziałam nic, nie wiedziałam co mam robić, Nic!!! Na szczęście miałam dużo czasu i brata!!Kiedy już oddałam bagaże przyszedł czas na pożegnanie. Nie przeczę, że nie zakręciła mi się łezka w oku ale rodzice tego nie widzieli bo byłam tyłem do nich. No cóż przeszłam przez bramkę i już ich nie widziałam. Potem musiałam położyć mój bagaż podręczny na taśmie ale nie wiedziałam, że muszę wyjąć laptopa no i mnie zawrócili ups.....Ale wszystko było już ok jak wyjęłam i przeszłam kontrolę. Potem już było tylko oczekiwanie na pierwszy samolot. Najfajniejszym momentem lotu chyba był start, to było niesamowite!Gdy wylądowałam w Paryżu miałam ok 6 godzin czekania, no ale musiałam znaleźć mój terminal i bramkę a brat tak mnie nastraszył, że bedę musiała jechać jakimś tramwajem albo autobusem a tu nic. Okazało się, że była jakaś wycieczka z polski lecąca do Tokyo i muszą iść na ten sam terminal co ja więc się podłączyłam i tak udało mi sie znaleźć mój terminal. Potem było już tylko czekanie pod moją bramką do odlotu i tak czekałam i czekałam no i zrobiłam się głodna bo nic nie jadłam oprócz crossianta w samolocie i tym o to sposobem zjadłam najdroższe śniadanie w swoim życiu  a i tak kupując najtańsze rzeczy. Kupiłam lemoniade i nachosy, śniadanie że ja nie mogę, no ale jeżeli mała woda kosztuje 4 euro no to co miałam zrobić......Około godziny przed odlotem ludzie zaczęli odchodzić od bramki, nie wiedziałam czemu, w końcu jak zostałam ja i jeszcze jeden pan stwierdziłam, że coś jest nie tak i poszłam się spytać kogoś z obsługi o co chodzi. Okazało się, że zmienili mi bramkę odlotu. Musiałam ją znaleźć na szczęście nie była daleko ale i tak miałam stresa.
Potem weszłąm już do tego wielkiego samolotu-potwora<3 Był niesamowicie wielki i do tego 2 pokładowy. Gdy znalazłam swoje miejsce i usiadłam i wszytko w okół siebie poukładałam dosiadł się do mnie Meksykanin! Miałam szczęście bo lecieliśmy tylko w 2 a siedzeń było 3. Był mega sympatyczny co prawda nie rozmawiałam z nim bo nie umiał mówić po angielsku ale nawet jak nie prosiłam to przynosił mi picie czy przekąski. Muszę przyznać, że jedzenie w samolocie jest naprawdę dobre. Na obiad poprosiłam o makaron z grzybami i był przepyszny, chociaż ciasto było nie do zjedzenia bo było tak słodkie, po ugryzieniu go tak bolały zęby.... Po 10h lotu od stweardesy dostałam jakąś kartkę nie wiedziałam co to więc po prostu schowałam ją koło paszportu bo myślałam, że ona będzie potrzebna do biura emigracyjnego w Los Mochis. Ale nie. Gdy wylądowaliśmy kierowałam się w stronę wyjścia a tu niespodzianka kontrola tych kartek co dawali nam w samolocie. Szybko zaczęłam wypełniać bo była kolejka a miałam długopis więc nie było problemu, ale chciałam coś sprawdzić i nie pisałam a wtedy jakiś pan się mnie spytał czy może pożyczyć długopis, ja powiedziałam , że tak bo myślałam, że tylko na chwilę a on po prostu zaczął wypełniać swoją kartkę, więc sobie poczekałam. Gdy już wypełniałam i podeszłam do pani sprawdzającej te kartki, pani powiedziała, że ona się pomyliła bo myślała, że nie mam wizy i zaznaczyła źle i musze wypełnić jeszcze raz.......No ok. Potem poszłam odebrać mój bagaż i już chciałam wychodzić przez bramki sprawdzające kiedy patrze a każdy coś wypełnia. Było trzeba wypełnić jakąś kartkę co się przewozi albo czego się nie przewozi. Tyle, że był mały problem.......wszystkie kartki były po hiszpańsku....Poprosiłam jakąś panią wypełniającą koło mnie o pomoc była tak miła, że pomogła i już mogłam się ustawić w kolejce na sprawdzenie bagażu. Pan kontroler spytał się mnie czy przewożę jakieś kwiatki albo mięso..to było trochę śmieszne dla mnie no ale jeżeli chciał wiedzieć. Potem kazał mi na dusić na guzik i na szczęscie zapaliło się zielone światełko, gdyby zapaliło się czerwone sprawdzali by mega dokładnie mój bagaż. I tak o to znalazłam się na lotnisku w Meksyku. Gdy spytałam się w informacji gdzie muszę iść na odlot mojego kolejnego samolotu powiedzieli mi, że muszę pojechać pociągiem na inny terminal, i że mam przejść przez most....była to dla mnie jedna wielka abstrakcja!! Ale udało mi się dojść do peronu a tam niespodzianka spotkałam mojego kolegę z Polski!!! Dalej było już prosto pojechaliśmy na 2 terminal i poszliśmy na lemoniade. On niestety musiał iść dalej na samolot bo miał za chwilę a ja zaczęłam swoje oczekiwanie na samolot. Była 22 czasu Meksykańskiego a samolot miałam o 7.40. Moich bagaży nie mogłam oddać bo było za wcześnie dopiero 4 h przed odlotem samolotu. Co miałam robić byłam taka zmęczona, nie spałam od 26 h a musiałam jeszcze wytrzymać pare godzin. Więc zaczęłam jeździć wózkiem z moimi bagażami dookoła terminalu. No ale i le można chodzić w kółko. Usiadłam na ławce i patrzyłam w przestrzeń, potem ogarnęło mnie takie zmęczenie a jeszcze było tak mega zimno na lotnisku, że nie wiedziałam już co robić. Weszłam do pomieszczenia, w którym miałam oddać swoje walizki za 6h, był tam dywan na całej powierzchni, więc usiadłam pod ścianą, przywiązałam się paskiem do walizek i "poszłam spać". O ile można to nazwać spaniem. Co patrzyłam na zegarek to mijało 30 min jeszcze na domiar złego po 2 h podszedł do mnie pan, że muszę wyjść bo on bedzie tu sprzątał. Musiałam iść na ławkę... To było straszne i jeszcze na dworze była burza !!!Spałam zgięta w pół z plecakiem na kolanach na nim głowa a rękoma trzymałam walizki. Jakoś to przetrwałam i była już 4 i mogłam oddać moje walizki i przejść w końcu do strefy bezcłowej po drodze oczywiście znowu miałam milion kontroli a na jednej z nich był taki sympatyczny młody strażnik i sobie ze mną żartował hehe. W końcu dotarłam do strefy ale mój lot nie miał przydzielonej jeszcze bramki, więc pozostawało mi tylko czekanie na szczęście tu już było ciepło.Przespałam się 2 godziny z plecakiem pod głową na ławce i potem dowiedziałam się już gdzie jest moja bramka. Z lotu Meksyk-Los Mochis nie pamiętam nic, cały lot przespałam.

Gdy wysiadłam poszłam odebrać swoje walizki, wszędzie dookoła byli strażnicy sprawdzający czy nie przewożę narkotyków. Wyszłam z sali do odbioru walizek i już widziałam wielki transparent z napisem "witamy Marcelina"  Było mega sympatycznie!!!Prawie cała rodzinka mnie przywitała.
Gdy już zajechaliśmy do domu to zjadłam najpyszniejsze mango w moim życiu. Potem moja host mama powiedziała, że jeżeli chce to możemy pojechać do mojej szkoły żebym poznała moją klasę, a później przyjdzie jej rodzina mnie poznać, a potem pojedziemy na łódkę poznać resztę wymieńców i ich rodziny.

Szkoła jest średniej wielkości ale nowa i bardzo nowoczesna. Wszyscy byli dla mnie bardzo sympatyczni i mili. Dostałam mój nowy plan lekcji, z którego tylko rozumiem, że bede miała matematykę, reszta nie wiem co znaczy bo google tłumacz nie potrafi tego przetłumaczyć, zobaczymy. Potem poznałam moją nową klasę. To był dla mnie lekki wstrząs. Wchodzę do klasy razem z moim mentorem a tam wielka wrzawa, przesuwanie ławek, rozgardiasz i nie wiem jeszcze co, a nauczyciel jak gdyby nigdy nic rysuje jakieś tabelki na tablicy. No cóż to jest Meksyk!!! Potem mój brat Ivan oprowadził mnie po szkole. Mamy 2 boiska, kawiarnie, siłownie, miejsce do grania w ping-ponga(czy jak to się pisze) no i mnóstwo sale. Trochę jest dla mnie straszne, bo na dworze jest strasznie gorącu a w salach mega zimno, żeby przejść z sali do sali nie na korytarza tylko trzeba wyjść na dwór, więc nie mam pojęcia jak mam się ubrać. W innej szkole by nie było problemu bo są mundurki ale ta jest jedyna w Los Mochis gdzie ich nie ma więc mam problem.
Gdy wróciliśmy do domu zjedliśmy wszyscy razem, nawet z dziadkiem, obiad. Myślałam, że bedzie mega ostry a to była normalna lasania. Potem już nie wytrzymałam i musiałam iść spać. Gdy moja host mama obudziła mnie po 3 h powiedziała, że nie mogła obudzić mnie wcześniej bo tak słodko spałam, więc ominęło mnie spotkanie z rodziną,,,,,Czas było przygotować się na łódkę!!!!

Motorówka była ogromna! Wszyscy bardzo miło mnie przywitali. Co ciekawe dla mnie wszyscy na przywitanie całują się w policzek...ok. Potem poznałam pozostałych wymieńców: 2 dziewczyny z Niemiec,1 dziewczynę z Korei, Tajlandii i Brazylii i 1 Brazylijczyka i Słowaka. Bardzo sympatyczni. Gdy płynęliśmy patrzymy a tu delfiny koło nas, ale nie jeden tylko z 6 to było niesamowite!!!!Jeden z host rodziców łowił szare krewetki w sieci..Potem zatrzymaliśmy się gdzieś między górami, napompowali ponton i poszliśmy pływać. Było dużo śmiechu!! Wróciłam do domu koło północy więc naszej Polskiej 8 byłam tak zmęczona jak nigdy , ale też szczęśliwa!!! Nie musiałam iść rano do szkoły...

Tak o to Przyleciałam i przeżyłam swój pierwszy dzień w Meksyku




sobota, 19 lipca 2014

Pożegnania, ostatnie papiery i wiza

HEY!!!!!!

Od paru już dni zbiera mi się żeby napisać coś na bloga. Ostatni tydzień był super a zarazem trochę smutny, bo powoli uświadamiam sobie, że niektórych, ważnych dla mnie osób nie zobaczę przez rok.

Chociaż ostatnie pożegnania w Janowcu i w Bydgoszczy były niesamowite. Janowca nie zapomnę. To był super dzień i noc. Teraz ciągle chodzą mi piosenki z Tarzana po głowie, no kurzcze... heheh. Takie kochane Betosia, Grażka, Ewelin, Matryna, Guczix<3 Najlepsza pizza w życiu i niezapomniane prezenty dla mnie na pożegnanie, aż się łezka w oku kręci!!!!
SUPER EKIPA Z JANOWCA
ALBUM ZE ZDJĘCIAMI OD UKOCHANYCH

MOJA ULUBIONA PŁYTA OD DZISIAJ<3

Potem środa, czwartek ciężkie bo musiałam pozałatwiać jeszcze dużo spraw papierkowych bo się okazało, że moja szkoła w Meksyku dała mi tylko papier, że wyrażają na moją naukę tylko do grudnia.....tsa fajnie hehhe, ale już jest wszystko w porządku już poprawne papiery przyszły.

Sobota też super dzień i kolejne pożegnania. Była Agatka, Basia, Ada i Iza było też super no i jadłam najlepsze lody w moim życiu<3 Znowu kolejne pożegnanie i kolejne prezenty żebym o nich pamiętała takie kochane<3<3<3

Ekipa z Bydgoszczy

Od Agatki żebym zapisywała swoje przeżycia<3
Basia już tęskni <3
Wierszyk od dziewczyn napisany na poczekaniu<3

Teraz zbliża się stresujący moment dla mnie (tak myślę) Jadę do Warszawy załatwiać wizy! Trzymajcie kciuki bo się denerwuje!!!!

Jeny już tak mało czasu zostało do wyloty. Przed chwilą mówiłam a jeszcze 50 dni to tyle czasu a teraz 28 dni a ja mam jeszcze tyle do załatwienia no i już powoli zaczynają się nerwy związane z lotem, jak ja sobie poradze na lotnisku i takie pierdoły.

Dziękuję wszystkim za wszystko
TRZYMAJCIE KCIUKI!!!!





wtorek, 1 lipca 2014

Przygotowania czas zacząć!!!!!

Hej wszystkim!!!!<3
Jest to pierwszy wpis na blogu, więc napisze parę słów o sobie:
Nazywam się Marcelina, mam 17 lat i mieszkam w Bydgoszczy. Jadę na wymianę młodzieżową z klubu Rotary do Meksyku dokładnie do Los Mochis (hehe 10km do morza<3)
Dziękuję<3

                                                           Widok na Los Mochis
                                                                   Los Mochis
                                                      Moja szkoła Universidad TECMilenio
.                                                                               <3
Sądząc po zdjęciach jest to przepiękne miasteczko<3 W sumie jeszcze nie mam Guarantee Form, ale juz dowiedziałam się co prawda trochę nietypową drogą, do jakiego miasta jadę. Mój kolega, którego poznałam na meetingu wszystkich wymieńców napisała do mnie jakiś czas temu, że on wie gdzie ja jadę. Ja się go spytałam, że niby skąd bo to w sumie mało prawdopodobne żeby on wiedział gdzie ja jadę....... a tu niespodzianka jego kolega, który mieszka w Los Mochis powiedział mu, że do jego miasteczka przyjeżdża dziewczyna z Polski.
Wtedy powiedzieli mi, że mam się dopytać na fejsie czy ktoś z osób jadących do Meksyku jedzie własnie tam. Nie nikt tam nie jedzie.... czyli w 50% wiem, że jadę do Los Mochis. Na następny dzień ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu napisała do mnie dziewczyna z niemiec, która obecnie mieszka u mojej przyszłej Host rodziny, że ona widziała jak na stole leżą moje papiery.Gdy się o tym dowiedziałam byłam taka szczęśliwa jak nie wiem co tego nie da się opisać......moje szczęście trwało nadal, Z worka się wysypało : godzinę po tym jak rozmawiałam z tą dziewczyną napisał do mnie mój przyszły host brat. Potem moja przyszła Host mama, wszyscy tacy sympatyczni!!!!!!Ten dzień był niesamowity!!!
Pisałam z nimi chyba z 3 godziny. O to koniec mojej historii jak dowiedziałam się gdzie jadę.

Dzisiaj dostałam informacje z Rotary z Warszawy, że dostali dzisiaj moje dokumenty z Meksyku i wyślą je najszybciej jak się da!!! Tak się ciesze bo od paru dni wszystko nabiera tempa.....rezerwuje bilet lotniczy, projektuje wizytówki z koleżanką, byłam dzisiaj robić zdjęcia do wizy!!!!!
Jestem taka szczęśliwa!!!!